piątek, 8 kwietnia 2016

Rozdział 4 ''Wielki worek pełen sekretów"

W piątkowe popołudnie Lisa Smith siedziała w swoim pokoju i obserwowała dom Wilsonów.Najwidoczniej byli właśnie w trakcie wprowadzania się,wskazywały na to kartonowe pudła,które stały na podjeździe odkąd Lisa wróciła ze szkoły.
Sąsiedzi licznie odwiedzali ich dom od rana.Wilsonowie nie zdążyli nawet dobrze wejść do własnego domu,a pod drzwiami stało stado namolnych znajomych.W tym pani Smith.Lisie od razu coś się nie zgadzało.Jak tak zapracowana kobieta znalazła czas na sąsiedzkie powitania?Przecież Olivia Smith całe dnie przesiaduje w swojej kancelarii,a do domu wraca tylko po to,żeby wziąć prysznic,wyspać się i poprawić makijaż.
Telefon Lisy zadzwonił.Odebrała,a po drugiej stronie usłyszała Emily Jones,swoją dawną przyjaciółkę.
-Słyszałam,że Sam Wilson wróciła do Rosehold.-wyszeptała nerwowo Emily.-Myślisz,że wie?
-Nie wiem.-odpowiedziała.-Ale uważam,że Elizabeth ma rację.Gdyby wiedziała już dawno byłybyśmy w więzieniu.
-Rozmawiałaś z Elizabeth?-zapytała.
-Rano,ale tylko przez chwilę.
-Lisa!-zawołała pani Smith.-Zejdź na dół!
-Muszę kończyć.-rozłączyła się.
Szybko zbiegła po schodach do salonu,w którym stała jej matka.
-Idziemy jutro na przyjęcie do Wilsonów.-poinformowała.
-Idziemy?
-Tak.Idziesz ze mną.
-Ale czemu?
-Chyba lubiłaś Sam?
-Nawet jej nie znałam!
-To poznasz.
Olivia Smith weszła do swojego gabinetu,oznaczało to koniec dyskusji.
Pip.
Lisa spojrzała na swój telefon.,,Nowa wiadomość''.Otworzyła ją i zaczęła czytać.

Droga Liso,
Muszę przyznać,że bardzo ciekawie spędziłaś wakacje.
Jak myślisz tatuś będzie zadowolony,gdy się o tym dowie?
                                                                              Twoje End

Pod spodem widniało zdjęcie Lisy z zeszłych wakacji.Była wtedy w Kansas u swojego ojca.
Jej rodzice rozwiedli się trzy lata temu,a tata ułożył sobie życie z nową żoną i jej córką Chloe. 
Cała wizyta była okropna.Lisa czuła się taka niepotrzebna,gdy słuchała o osiągnięciach jego nowej córki i oglądała ich wspólne zdjęcia,które ozdabiały dosłownie każde pomieszczenie.Nawet łazienkę.
Pewnego wieczoru Lisa bez pytania wzięła ukochany samochód ojca i rozbiła go.Była przerażona,ale przypomniała sobie,że Chloe miała być na jakiejś imprezie,więc z łatwością mogła zwalić całą winę na nią.Oczywiście zrobiła to.Kiedy Chloe wróciła do domu podłożyła do jej torebki kluczyki od samochodu.
Następnego ranka policja powiadomiła pana Smitha,że znaleziono jego rozbity samochód.Kiedy policjanci powiedzieli,że nie udało się ustalić sprawcy wypadku mężczyzna wpadł w szał i zaczął ''śledztwo'' na własną rękę.Lisa została pierwszą podejrzaną.
Na oskarżenia ojca odpowiedziała,że to na pewno nie ona i wieczorem była cały czas w domu.
Następnym krokiem było przeszukanie pokoju,który dzieliła z Chloe.Oczywiście rzeczy Lisy zostały dokładnie przetrząśnięte,a rzeczy Chloe nieporządnie i niedokładnie,jakby tylko dla zasady.Ale kluczyki znalazły się w torebce blondynki.
Reszta historii nie była Lisie znana dokładnie,ponieważ dzień później do Kansas przyjechała wściekła pani Smith.Zrobiła awanturę swojemu byłemu mężowi i zabrała córkę do domu.A Lisa od tego czasu nie widziała się z ojcem.

Sms przyszedł z zastrzeżonego numeru,ale mimo to Lisa mogła odpisać.

Kim jesteś i czego chcesz?

Na odpowiedź nie czekała długo.

Jestem twoim najgorszym koszmarem i chcę sprawiedliwości.




W tym samym czasie Elizabeth Williams wraz z mamą wybrała się do Wilsonów z świeżo kupionymi ciasteczkami.
Pani Williams z pogardą spojrzała na kartonowe pudełka,zapukała do drzwi i uśmiechnęła się przyjaźnie 
-Oh,pani Williams.-drzwi otworzyła Samantha Wilson.-Dzień dobry!Jak miło panią widzieć.
-Ciebie również.-kobieta podała jej talerz z ciastkami.-Dziś rano upiekłyśmy je razem z Elizabeth.
Elizabeth pokiwała głowa i uśmiechnęła się sztucznie,spoglądając na stół,na którym stało kilka misek z identycznie wyglądającymi ciastkami.Widocznie reszta sąsiedztwa wpadła na ten sam pomysł,aby w pobliskiej piekarni kupić ciasteczka domowej roboty i przynieść je Wilsonom.
Jej mam rozmawiała z panią Wilson,a ona stała obok Sam.
-Wracasz do szkoły?-Elizabeth przewała niezręczną ciszę.
-Tak.Słyszałam,że zostałaś przewodniczącą.-uśmiechnęła się serdecznie.-Gratuluję.
Williams poczuła skurcz w żołądku.Czy ona wie co zrobiła?Nie!To niemożliwe,przecież nie było jej w Rosehold.Nikt nie wie,co Elizabeth zrobiła.

Na początku roku szkolnego Elizabeth zgłosiła swoją kandydaturę na przewodniczącą szkoły.Emma Anderson okazała się jej najgroźniejszą rywalką.Jeszcze przed głosowaniem cieszyła się dużą popularnością.Elizabeth była pewna,że przegra,aż pewnego dnia nadarzyła się piękna okazja...
Każdy potencjalny kandydat zanim został dopuszczony do startu musiał napisać ''przemowę'',w której miał napisać dlaczego to właśnie jego należy wybrać na to stanowisko i mógł napisać o swoich dotychczasowych osiągnięciach np.zagraniu w sztuce,udziale w konkursie itp.Po lekcjach Elizabeth zauważyła,że Emma udała się do sekretariatu szkolnego,aby przekazać swoją przemowę.Williams skorzystała z nieuwagi sekretarki i zabrała przemowę rywalki.W domu napisała inną.Zdecydowanie gorszą,z paroma drobnymi błędami i podpisała się jako Emma Anderson.A oryginalną pracę Emmy wyrzuciła do kosza w cichej kawiarni na obrzeżach miasta.I w ten sposób Elizabeth wygrała wybory.

-Dziękuję.-oprzytomniała.
Pip.
Odezwał się jej telefon.

Zdziwiona?
        Twoje End

Pod spodem były jeszcze zdjęcia.Na jednym z nich było widać jak zabiera pracę z biurka w sekretariacie,na drugim jak wyrzuca ją do kosza,a trzecie przedstawiało ją piszącą fałszywą wersję.


W piątkowy wieczór Mary Johnson siedziała w domu i oglądała jakąś kiepską komedię romantyczną.Wiedziała,że jej przyjaciółki są u Samanthy Wilson.Rano prosiły ją,aby z nimi poszła,ale Mary odmówiła.Uznała to za dość rozsądne wyjście,ponieważ kompletnie nie wiedziałaby jak się zachować.Uśmiechać się,potakiwać,współczuć,gdy tak naprawdę...
Poważne przemyślenia Mary przerwał dzwonek do drzwi.
Młoda Johnson wstała z kanapy i otworzyła je.
-Hej.-uśmiechnął się James Maslow.
-Cześć.-zdziwiła się.-Co ty tu robisz?
Mary spojrzała na swoje ubranie.Miała na sobie stare,poplamione dresy.Co za wstyd!
-Wpadłem na Sophie i powiedziała,że źle się czujesz,więc jestem.-James rozejrzał się podejrzliwie.-Nie przeszkadzam?
-Nie,wejdź.-przesunęła się,aby chłopak mógł przejść.
Oczywiście czuła się świetnie,ale skłamała,bo co innego mogła powiedzieć,żeby wymigać się od wizyty u Sam.Jednak zaskoczył ją fakt,iż James pojawił się u niej w domu.Tylko pisali ze sobą kilka razy,a w szkole rozmawiali niemal na wszystkich przerwach.Przecież to nic nie znaczy.Była przekonana,że Maslow rozmawia z nią,żeby dokopać Jacobowi.A poza tym jeszcze jej nie pocałował.Nawet w policzek.Dobrze wiedziała,że James Maslow obściskuje się z pierwszą lepszą ładną laską.Ta zasada nie dotyczyła Mary,bo uważał ją za frajerkę?
Zaprowadziła go do dużego salonu.
-Chcesz się czegoś napić?-zapytała.
-Nie,dzięki.-chłopak usiadł na kanapie.-Jakiego koloru sukienkę zakładasz na bal?
-Jeszcze nie wiem.A co?-usiadła obok niego.
-Chcę kupić pasujący krawat.-powiedział,jakby była to najoczywistsza rzecz pod słońcem.
-Przepraszam.-odparła.-Ostatnio jestem trochę zdenerwowana.Startuję na królową balu i...
Po raz kolejny skłamała.Startowała w wyborach,ale nie przejmowała się nimi w ogóle i była pewna,że wygra.
-Rozumiem...Chyba...Może to dziwne...Ale przed każdymi zawodami czuję się strasznie...Boję się tego,że coś schrzanię i przegramy przeze mnie,a mój ojciec po raz kolejny będzie mieć tą pieprzoną satysfakcję...-zaśmiał się nerwowo. 
-Nie przejmuj się.-delikatnie dotknęła jego dłoń.-Jesteś świetnym graczem.
-Dzięki.-uśmiechnął się słodko.
Ich twarze zaczęły się do siebie zbliżać,ale ten cudowny moment przerwał dźwięk przychodzącego SMSa.
Mary wzięła telefon,który leżał na stoliku.Spojrzała na ekran i otworzyła wiadomość.

Ciekawe co robi,gdy to zobaczy.
                            Twoje End

Pod wiadomością widniały jej zdjęcia ze starej szkoły.Była wtedy gruba,nosiła okulary i aparat na zęby.Jednym słowem wyglądała okropnie. 


Emily Jones była w swoim domu i oglądała jakąś komedię ze swoją siostrą,Charlotte.
Nie mogła uwierzyć,że to wszystko jest prawdą.Powrót Sam,Logan...
Emily zaczęła myśleć,że chłopak przegrał jakiś zakład albo umówił się z nią dla żartu.
-Co założysz na bal?-Charlotte oderwała wzrok od ekranu.
-Nie myślałam jeszcze o tym.-skłamała. 

Myślała o tym od wakacji.Żeby kupić sukienkę na bal pracowała w restauracji.Niestety jej wymarzona suknia była za droga.Aż pewnego dnia nadarzyła się okazja.W lokalu było niewiele osób,a ona choć raz chciała wyglądać jak księżniczka,a nie jak Kopciuszek.Ukradła z kasy pieniądze na sukienkę.Teraz bardzo tego żałowała i miała wyrzuty sumienia.
Usłyszała,że dostała nową wiadomość.Wyjęła swój telefon z kieszeni i przeczytała ją.

Śliczna suknia,Em.
              Twoje End

Były też zdjęcia sukienki w jej szafie,która była schowana na samym dnie i zdjęcie,na którym wyjmowała pieniądze z kasy.


----------------------------------

Hej!
Znowu długo nie pisałam.(Też zauważyłam,że często to powtarzam.)
Jeśli chodzi o rozdział szału nie ma,ale bywało gorzej.
W zakładce ,,Bohaterowie'' pojawiła się nowa postać.
Pojawiła się także ankieta pt. ,,Kto jest Twoją ulubioną bohaterką opowiadania?''.Jestem bardzo ciekawa,którą z dziewczyn lubicie najbardziej.Serdecznie zapraszam do oddania głosu na swoją faworytkę. :)
To chyba wszystko,więc pa. :*





niedziela, 13 marca 2016

Rozdział 3 "Witaj ponownie"

W czwartek Emily Jones siedząc przy jednym ze stolików w szkolnej stołówce po raz setny zastanawiała się czy pójść na bal z Loganem.On jest popularny,słodki,idealny.Ale to nie miało sensu!Czemu taki chłopak jak on chce umówić się z biedną wieśniarą?
-Jest i nasza królowa!-z zamyślenia wyrwał ją Kendall Schmidt,który właśnie dosiadł się do jej stolika.-Chciałabyś zastać królową balu,prawda?
-Nie.-burknęła i skierowała się do wyjścia.
-Czekaj!-Schmidt wskoczył na stolik.-Głosujcie na Emily Jones w konkursie na królową Balu Zimowego!
Wszyscy uczniowie wybuchnęli śmiechem,a dziewczyna wybiegła ze stołówki.
Pocieszające było to,że Logan tego nie widział.

Elizabeth Williams całe popołudnie spędziła w Golden Gardens.
Był to luksusowy hotel położony 20 kilometrów od Rosehold.Słynął z ogromnego lasu,który go otaczał.W okolicy krążyło dużo dziwnych plotek o tym lesie między innymi,że grupa nastolatków popełniła w nim zbiorowe samobójstwo,a ich dusze cały czas się tam błąkają.Jednak dyrekcja szkoły Rosehold High School niezbyt przejmowała się tymi plotkami,ponieważ od kilku lat w Golden Gardens organizowany był Bal Zimowy.
Elizabeth jako przewodnicząca szkoły musiała wszystkiego dopilnować.W końcu za tydzień miał odbyć się długo wyczekiwany bal.
-Jak na razie dobrze mam idzie.-uśmiechnęła się Isabella Miller,przewodnicząca sekcji dekoracyjnej.
Młoda Williams nie podzielała jej entuzjazmu.Dobrze wiedziała,że przez następny tydzień będzie musiała spotykać się tu z frajerami,którzy nie mają do roboty nic lepszego niż ciągłe prace na rzecz szkoły.
Pomimo tego,iż niektórzy mieszkańcy Rosehold w tym państwo Williams,Schmidt,Maslow,Henderson,Pena,Johnson,pani Smith zainwestowało pokaźne sumy w organizację balu uczniowie zmuszeni byli do samodzielnej dekoracji sali balowej.
-Nie przeszkadzam?-odwróciła się,a za plecami zobaczyła Carlosa Penę.
-Oczywiście,że nie.-uśmiechnęła się.
-Przywiozłem ciastka od mamy dla osób odpowiedzialnych za organizację.-wywrócił oczami.
-Dziękujemy.-zaśmiała się.
-Elizabeth,mogę cię o coś zapytać?-westchnął Carlos.
-Jasne.-odparła.
-Masz już partnera na bal?-w palcach obracał kulczyki od swojego samochodu.
-Nie.-Elizabeth przygryzła wargę.
-Może chciałabyś pójść ze mną?-spojrzał na nią z nadzieją.
-Tak!-powiedziała trochę za głośno.
-W takim razie napiszę do ciebie.-zaśmiał się.-Pa.
-Pa.
Czyli jednak Elizabeth nie wyjdzie na kujonkę i frajerkę,której nie chce żaden chłopak.


Po nieprzespanej nocy Lisa Smith miała dość zastanawiania się,co Wilsonowie robią w Rosehold.Dlatego postanowiła podpytać mamę i przekonać się czy wie coś na ten temat.
Niechętnie zeszła na dół i usiadała przy wielkim stolę w jadalni.
-Mamo?-zaczęła.
Kobieta około czterdziestu lat z wysoko upiętymi,ciemnymi włosami odwróciła się do niej.
-Tak?
-Przedwczoraj widziałam Wilsonów.Czy oni wrócili?-zapytała niepewnie.
-Och,tak...Zapomniałam ci powiedzieć.Nawet planujemy jakieś sąsiedzkie przyjęcie.-wzięła łyk kawy z kubka.-To takie straszne,co spotkało ich córkę.Najgorsze jest to,że jeszcze nie ustalono kto to zrobił.
Lisie na samą myśl o tym zrobiło się gorąco.
W tamte wakacje całe Rosehold huczało  od plotek na temat wypadku Samanthy Wilson.Ktoś zepchnął ją ze schodów w jednym z barów.Jeden z pracowników znalazł ją nieprzytomną i zawiadomił policję oraz pogotowie.Okazało się,że wskutek wypadku Samantha poważnie uszkodziła sobie nogę.Rodzina Wilsonów wyprowadziła się do Kansas,gdzie Sam miała kilka operacji.Niestety straciła pamięć krótkotrwałą i nie wiedziała kto jej to zrobił.
Lisa pokiwała głową i powiedziała,że musi już iść do szkoły.Zauważyła,że z domu obok wychodzi Elizabeth Williams,więc szybko do niej podbiegła.
-Słyszałaś,że Wilsonowie wrócili?-zapytała szeptem.
-Chyba żartujesz?!-warknęła.
-Nie!-przygryzła wargę.-Myślisz,że ona wie...
-Nie.-Elizabeth pokręciła głową.-Gdyby wiedziała już dawno by nas tu nie było.


Mary Johnson jadła lunch w towarzystwie Jamesa Maslowa,Kendalla Schmidta,Logana Hendersona,Carlosa Peny,Sophi Taylor i Jessici Thompson.
Nie była dziś w najlepszym nastroju.Cała szkoła huczała na temat powrotu Wilsonów.Było jej podwójnie trudno.Nie dość,że od rana wspomnieniami wracała do tamtych wakacji,to Sam z powrotem zostanie królową szkoły,a Mary znowu stanie się brzydką frajerką.
-Chyba nie zamierzasz iść na ten bal sam?-gestykulował James.
-Tak właśnie zrobię.-Kendall wywrócił oczami.
-Zostało jeszcze tyle gorących lasek.-zachęcał Carlos.
Maslow rozejrzał się uważnie.
-Isabella Miller?-zaproponował.
-Stary,ona ma jedną brew.-rzucił Pena.
-I jest w sekcji dekoracyjnej.-dodał Logan.
-No dobra.Może to nie był najlepszy wybór.-stwierdził James.-To Lisa Smith.
Mary głośno przełknęła ślinę.
-No co?-kontynuował.-Jest całkiem,całkiem.
-I ma duże cycki.-wtrącił Carlos.
-Z resztą widziałem jak rozmawiacie na korytarzu.-uśmiechnął się Henderson.
-Skończcie!-burknął Schmidt.
-Może czekasz na Sam?-zaśmiał się James.-Podobno ma być na balu.
Blondyn wstał,pokazał mu środkowy palec i opuścił stołówkę.


--------------------------------

Hej!
Z racji tego,że nie pisałam nic dość długo postanowiłam dodać rozdział.W zasadzie planowałam zrobić to już w tamtym tygodniu,ale nie chciało mi się,a wczoraj nie było mnie w domu,więc piszę dzisiaj.
Rozdział średnio mi się podoba,ale nie jest źle.Chyba.
Na dziś to tyle,więc...
Pa.♥




czwartek, 25 lutego 2016

Rozdział 2 "Nie oceniaj Peny po okładce"

Emily Jones właśnie wychodziła ze szkoły,kiedy Logan Henderson,jeden z najpopularniejszych chłopców w szkole podszedł do niej.
Był niezwykle przystojny,Emily była zakochana w nim na zabój od dobrych dwóch lat.To jego najlepsi przyjaciele uprzykrzają jej życie.
-Chciałem cię za nich przeprosić.-wskazał w kierunku trzech chłopaków stojących przy białym Mercedesie.
-Nic się nie stało.-zarumieniła się.
-Zastanawiam się...Czy chciałabyś iść ze mną na bal zimowy?-jąkał się Henderson.
-Jasne.-uśmiechnęła się.
-Dasz mi swój numer?-zapytał.
-Tak.-odpowiedziała i podyktowała mu swój numer.
-Muszę już spadać.-spojrzał w stronę swoich kumpli.-Do zobaczenia.


W tym samym czasie Mary Johnson siedziała na ławce z bezpiecznej odległości obserwując Jamesa Maslowa i Kendalla Schmidta.
Czekała już dobre 10 minut,ale żaden z nich nie zwracał na nią najmniejszej uwagi.Czas obrać nową taktykę.
Mary wyjęła telefon z torby i udała,że do kogoś dzwoni.
-Sophia?-westchnęła.-Chyba jednak nie idę na bal.Jacob to totalny palant!Wystawił mnie!
Chłopcy odwrócili się w jej stronę.Widocznie wiadomość o tym,że ich szkolny rywal wystawił Mary wydała się interesująca.
-Pa.-powiedziała po chwili i schowała telefon.
Nie czekała długo,ponieważ po chwili podszedł do niej Maslow.
-Słyszałem twoją rozmowę...-zaczął
-Och...-westchnęła teatralnie.
-Nie przejmuj się.Jacob to idiota.-uśmiechnął się słodko.-Może chciałabyś wybrać się ze mną?
-Jasne.-odwzajemniła jego uśmiech.-Chyba masz mój numer?
-Tak.
-Pośpiesz się!-zawołał Pena.
-Muszę lecieć.-odparł.
-Na razie!-pomachała mu.
I w taki sposób powinno się zdobywać chłopaków.


Późnym wieczorem Lisa Smith siedziała na tarasie przed domem.
Dom rodziny Smithów znajdował się na cichej i spokojnej ulicy,na której mogli mieszkać ludzie egoistyczni i snobistyczni.Nikt inny,by tam nie wytrzymał.
Z zamyślenia wyrwał ją trzask łamanej gałęzi.Rozejrzała się.
W ciemności zauważyła człowieka,który patrzył to na nią,to na znajdujący się naprzeciwko dom Wilsonów.Lecz po chwili zniknął w lesie za domem.
Lisa chwyciła klamkę od drzwi i już miała ją nacisnąć,ale na podjeździe domu naprzeciwko zaparkowało srebrne Porsche.Z samochodu wysiadły dwie osoby.
Dziewczyna zmrużyła oczy i dokładnie im się przyjrzała.
Byli to ludzie,których nie widziała ponad rok i na pewno nie chciała zobaczyć do końca swojego życia.Państwo Wilson.


W środę wieczorem Elizabeth razem z bogatymi przyjaciółmi rodziców,od których w dużej mierze zależały losy firmy jej ojca jadła kolację w eleganckiej restauracji w Kansas.
Elizabeth cały czas nie uważała,nie słuchała ich rozmów i nie znała nawet nazwisk osób siedzących obok niej.
-Bardzo przepraszamy,ale nasz syn się trochę spóźni.-uśmiechnęła się kobieta w średnim  wieku.
Chwilę później przy ich stoliku pojawił się Carlos Pena ubrany w garnitur.Elizabeth kojarzyła go z udziału w szkolnych bójkach.Zawsze ''walczył'' razem z Loganem Hendersonem,Jamesem Maslowem i Kendallem Schmidtem przeciwko innym uczniom Rosehold High School,którzy sprzeciwiali się im.
-Przepraszam za spóźnienie,ale miałem bardzo ważny mecz.-uśmiechnął się.
-To właśnie nasz syn.-odparła dumnie pani Pena.
-Gra w szkolnej reprezentacji piłki nożnej.-dodał ojciec Carlosa.-To dla niego bardzo ważne.
Reszta wieczoru upłynęła w dość przyjaznej atmosferze.Pena pokazał,że nie jest tylko napakowanym idiotą.Wydawał się taki odpowiedzialny i inteligenty.A może po prostu dobrze udawał?


-----------------

Witajcie!
Wiem,wiem...Rozdział jest okropny,nudny i mi nie wyszedł.
Od rana boli mnie głowa i jestem totalnie wkurzona.
To było chyba na tyle,więc...
Pa. ♥










niedziela, 21 lutego 2016

Rozdział 1 ''Polowanie na chłopaka''

-Czas zacząć operację pt. "Chłopak na bal''.-powiedziała Mary Johnson zakładając czarne okulary przeciwsłoneczne.
-Może David Clark?-zaszczebiotała jedna z jej przyjaciółek Sophia Taylor.
-Odpada!Podobno zbiera komiksy.-wyjaśniła Jessica Thompson.
-Co powiecie na Maslowa albo Schmidta?-Mary spojrzała na Jamesa Maslowa i Kendalla Schmidta,którzy zaciekle o czymś dyskutowali.
-Świetny pomysł,ale słyszałam,że Schmidt nie wybiera się na bal,a o Maslowa dziewczyny zaczęły się bić już miesiąc temu.-westchnęła Jessica.
-Schmidt musi przyjść na bal.-poinformowała Sophia z dumną miną.-Jest kapitanem szkolnej drużyny,a podczas balu gubernator ma wręczyć reprezentacji szkoły jakiś puchar za trzecie miejsce w stanie.
-Skąd ty to wiesz?-zapytały jednocześnie.
-Czasem czytam gazetkę szkolną.-zarumieniła się.-Można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy.
-Maslow też nie jest problemem.W końcu jestem Mary Johnson i to ja zawsze wygrywam.-uśmiechnęła się z wyższością.


-Mamo!Naprawdę nie mogę iść dziś na tą kolację.-mówiła przez telefon Elizabeth Williams wkładając podręczniki do szafki.-Muszę przygotować się do konkursu i sprawdzianu z fizyki,mam jeszcze kółko teatralne...
-Nie pytam o twoje plany!Informuję,że idziesz z nami na ważne spotkanie biznesowe.Do zobaczenia.-powiedział głos po drugiej stronie i szybko się rozłączył.
Elizabeth z hukiem zamknęła szafkę,z której wyleciała lekko pogięta kartka.Spojrzała na nią.Była to jej przemowa na Bal Zimowy,którą miała wygłosić jako przewodnicząca szkoły.Nie dość,że nie była zbyt oficjalna jak na tak ważną uroczystość,to nie kleiła się i była bardzo krótka.
Do balu został tylko tydzień,a ona nadal nie miała z kim na niego iść.Nie miała zamiaru wybrać się na niego sama.Wtedy wyszłaby na kujonkę i frajerkę,której nie chce żaden chłopak.


Tego dnia Lisa Smith siedziała pod gabinetem dyrektora grzecznie czekając na wejście na kolejną pouczającą rozmowę ze starym idiotą,który nie znał się na nauczaniu.
Chwilę później pojawił się Kendall Schmidt.Kapitan szkolnej reprezentacji piłki nożnej.
-Za co tym razem?-Schmidt zwrócił się do Lisy.
-Pyskowanie i przeklinanie na lekcji języka francuskiego.-wyrecytowała.-A ty?
-Upiększyłem samochód pani Hall,ale jej się to chyba nie spodobało.
-Widziałam.
-I jak ci się podobało?
-Lepiej nie bierz się za malowanie.
-Kendall!-zawołał Logan Henderson,przyjaciel Schmidta.-To dla ciebie.
Podał mu kilka kartek i odszedł.
-Kolejne zaproszenia na bal.-burknął.-I tak idę,bo muszę.
-Dostaniesz puchar,masz Mercedesa,jesteś popularny,ładny,bogaty i niegrzeczny.Laski na to lecą!-Lisa wywróciła oczami.
-To miał być kiepski podryw,czy co?-skrzywił się blondyn.
-To była szczerość.
-Jesteś ładna,bogata,niegrzeczna,masz Ferrari i coś nie widzę tłumów chłopców zapraszających cię na bal.
-Bo nie ubieram cię na różowo,nie słucham Justina Biebera,nie udaję słodkiej i miłej,nie zabijam się o popularność.Nie jestem typową dziewczyną z Rosehold.
-Nie każdy chłopak lubi Barbie.
Drzwi prowadzące do gabinetu otworzyły się.
-Lisa Smith,zapraszam.-powiedział siwiejący człowiek zwany również dyrektorem Rosehold High School.


Emily Jones szybko zamknęła drzwi do łazienki.Spojrzała w lustro.Miała zaczerwienione oczy,które wskazywały na to,że płakała.
Miała już dość tego wszystkiego.Przed pięcioma minutami po raz kolejny została publicznie upokorzona przez Kendalla Schmidta,Jamesa Maslowa i Carlosa Penę.Powtarzała sobie,że mogło być gorzej,ale jakiś rok wcześniej przestała,bo zaczęło zawodzić.
Poprawiła makijaż,uśmiechnęła się sztucznie i wyszła z łazienki.


-----------------------------

Witam wszystkich serdecznie!
Po pierwsze chciałam podziękować mojej przyjaciółce za pomoc w stworzeniu tego bloga i oczywiście pracę nad wyglądem.
Po drugie nie,nie pomyliłam się,co do nazwy miasta.Miało być Rosehold.
Po trzecie rozdział nie jest jakoś wybitnie napisany i nie wyszedł mi do końca tak jak chciałam.
Na dziś to tyle .
Pa.♥







piątek, 19 lutego 2016

Prolog

Sekrety,tajemnice i kłamstwa nie są takie złe,dzięki nim inni nie poznają (najczęściej) okrutnej prawdy np. Twoja najlepsza przyjaciółka nie dowiedziała się,że to przez Ciebie najładniejszy chłopak w szkole nie umówił się z nią.
Jednak mają też swoje złe strony.Zazwyczaj wychodzą na jaw i obracają się przeciwko Tobie.Przypomnij sobie.Następnego dnia Twoja przyjaciółka z drobną pomocą rozgryzła Twoją intrygę i rozpowiedziała,że wciąż śpisz z pluszowym misiem.
Ale przecież nie ma tego złego,co by na dobre nie wyszło.Tego dnia profesor "Życie" dał Ci cenną lekcję:

NIGDY NIE UJAWNIAJ SWOICH SEKRETÓW INNYM

Twoje End